|
Wszystko wydarzyło się 12 stycznia, w poniedziałek. Tuż przed odlotem do Londynu, zaprowadziłem Toma do naszego Coffee House'u. Początkowo wydawało się, że byliśmy trochę nie w porę. Dawid, Andrzej i Marek kończyli właśnie składanie bufetu. Agnieszka zaproponowała naszemu gościowi herbatę. Oprowadziłem Toma po pomieszceniach misji, pokazałem mu "Narnię". Dawno już tu nie byłem. Jakże się zdziwiłem, gdy zobaczyłem na ścianach wymalowane piękne drzewa - dokładnie jak te z opowieści C.S. Lewisa! Za minutę szósta Dawid powiedział, że czas kończyć montaż. Pierwsi goście C.H. byli już u drzwi. Dawid i Agnieszka tego dnia planowali wyjście na tzw. patrol. Już ubrali się w kurtki, gdy nagle trzeba było zmienić plany. Musieli zostać - przyszło tylu gości, że potrzeba było więcej osób do rozmowy.

Usiadłem razem z Tomem przy stoliku, a obok nas dwóch gości, stałych naszych bywalców. Próbowali zagadywać Toma po angielsku, a on ich. O pracy, o Ameryce, o tramwajach w Łodzi. Rozmowa kleiła się z wolna, gdy nagle w drzwiach stanęli Mariusz i Krzysztof. Dawid poznał Mariusza na parkingu i wiele razy zapraszał go do Coffe House'u. Dziś przyszedł. Usłyszał, że jest tu jakiś Amerykanin.
Przesiadłem się szybko do stolika z Mariuszem i Krzysztofem. Rozmawialiśmy wiele, a raczej - próbowaliśmy się słuchać. Gdy Mariusz zechce, a Bóg pozwoli, może w przyszłości, już z jego ust usłyszymy dramatyczną historię jego życia. Dość powiedzieć, że była naznaczona wielkim cierpieniem, odrzuceniem i samotnością. Mariusz miał wielkie pragnienie, by poznać go z "tym Amerykaninem". Po chwili rozmowy poszedłem za ciosem. Zawołałem Mariusza, przeprosiłem Toma - i zabrałem obydwu do trzeciego już stolika. Nawet nie wiedziałem jak ważny będzie ten, mój trzeci już podczas poniedziałkowego spotkania, stolik do rozmowy. Tutaj Tom w prostych słowach przekazał Mariuszowi ewangelię. Tutaj Mariusz przez chwilę spoważniał. Przestał żartować, puszyć się, kpić. Zamilkł i słuchał. Po chwili trzymał mocno rękę Toma i modlili się razem. Mariusz zapraszał Pana Jezusa do swojego życia.
Ostatnie dziesięć minut każdego spotkania w Coffee House to nabożeństwo w pigułce. Jedna pieśń, pięć minut głoszenia Słowa, krótka modlitwa. Tak było i tym razem. Zagrałem "Tylko imię Jezus" i Dawid zaprosił Toma by podzielił się Słowem. Tom opowiedział swoje świadectwo i to, jak Jezus zmienił jego życie. Uczynił to przy głośnym aplauzie Mariusza. Jak wiele było radości tego dnia! Na koniec zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć i szybko opuściliśmy misję, by zdążyć na samolot. Rozmawiając jeszcze w samochodzie, cieszyliśmy się jak dzieci. To chyba radość ze zbawienia, nieprawdaż?
Dawid (ten drugi - psalmista, król) napisał kiedyś pięknie: "Stół dla mnie zastawiasz... mój kielich aż się przelewa" (Ps 23,5). "Kielich zbawienia!" - tłumaczy w innym miejscu (Ps 116,13). W każdy poniedziałek Ktoś zastawia stół na trzecim piętrze, na Gdańskiej. Stolik... zbawienia. Tekst i fot.: Piotr Karaś Na zdjęciu: Tom Miyashiro rozmawia z gośćmi Coffe House'u |